piątek, 7 stycznia 2011

Wyrypajew w durackiej czapce obwieszcza - "Sztuka umarła" (reminiscencja)

          Po maturalnym, do przesady!, wprowadzeniu dwóch studentek: "Wyrypajew - geniusz? szaleniec?" gruchnął śmiech i przez dwie następne minuty odbijał się między ceglastymi ścianami sali teatralnej. Na ten czas dziwny gość w bluzie, Cisza, czarnych sztruksach i  czarnej czapce, zaczął wyjaśniać pojęcie filozofii integralnej. Cisza. Spiralizmy, platformy, kolory.  Naprzemiennie tasował religię, dyktaturę, green peace, świadomość- nic o filmach. Tłumaczka swobodnie, aczkolwiek z wypiekami na twarzy, podążała za słowami i ideami mówcy, a cel umykał. Sensowność też. Zapanowała dziwność. Zrobiło się niewygodnie. Rozczarowanie rosło, idei przybywało, ludzi szczuplało. Bo jak to? Reżyser Euforii, Tlenu, mąż Gruszki, ojciec 16 letniego syna -mówi przez godzinę o rozwoju duchowym? Sekciarz jakiś?  Durak? No może i kilkakrotnie wspominał, że jest to tylko wstęp, że  bez tego ani rusz, ale! Ale gdy już skończył przybliżanie filozofii Kena Wilbera, zapytał czym  jest sztuka? No i się zaczęło. Odpowiedź nie padła z widowni. Sam ją wygenerował i to się pięknie, bez uzasadniania i zbędnego nawiązywania połączyło z  częścią pierwszą.
          "Sztuka już nie istnieje". Wszystko jest sztuką. Jesteśmy w niej zanurzeni. Nie ma różnicy między artystą a artystą amatorem. Każdy może tworzyć. Kwadrat Malewicza był kiedyś jedyny i niepowtarzalny. Niósł ideę - nastąpił koniec, nic więcej w sztuce  powiedzieć nie można. Teraz powstanie 10 kwadratów. I co? Każdy ma swojego autora. Nie koniecznie ideę. I to jest dziś ważne. Zdaniem Wyrypajewa - autor oraz prawda (szczerość) są nową konstytucją sztuki-nie-sztuki. Nikogo (jego samego przede wszystkim) nie interesuje  Hamlet odgrywany przez kogoś tam - "to kłamstwo. Aktor w sztuce niczego nie przeżywa, to tylko gra w uczucia. To debilne siedzieć i patrzeć jak ktoś udaje dalekie mu emocje. Hamlet musi być zindywidualizownany. Gdyby powiedzieć Wyrypajew gra Hamleta, to dopiero coś zaczyna wyrażać. Połączenie dwóch postaci, a nie wcielanie się w jakąś abstrakcyjną, ma sens. Dziś musimy wierzyć w to co oglądamy. Film Zwiagnicewa mogły zostać puszczony na pustej sali i miałby sens. Jest sztuką. Jest celowy nawet bez widowni. Film Wyrypajewa nie mógłby być emitowany bez audytorium. Bo on tworzy dialog i jest kompatybilny z odbiorcami, ludźmi. Taka też jest motywacja kręcenia filmów. Ludzie czują motywację reżysera i szybko wyczuwają fałsz."* parafraza wypowiedzi reżysera:)
         Jakkolwiek nie odbierać tych słów, bardzo dobrze, że ktoś ma swój program życiowy, że z chaosu i ogromu idei stara się wyselekcjonować i przepuścić przez sito, najpierw to co istotne, potem dopiero nałożyć siatkę imponderabiliów i debiliów. Pomimo całego ogarnięcia spraw jest szalenie otwarty na dialog, ciekawy opinii młodych ludzi. Forumowiczów,  którzy wbrew pozorom bardziej niż wykształceni i doświadczeni krytycy,rozumieją nowoczesne zjawiska, bo odbierają je po prostu, z potrzebą czegoś autentycznego. Z potrzebą autentycznego przeżycia i odkrycia siebie (czegoś dla siebie) w dziele.

Ejmen.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz