czwartek, 9 grudnia 2010

Figment - wytwór amerykańskiej wyobraźni...


 
Amerykańce - skubańce coraz bardziej mnie zadziwiają. 

         Kiedy my odkrywamy, że wygrywają Ci, co zadają "inne pytania" (DF http://wyborcza.pl/1,75480,8761853,Zwyciezcy_mysla_inaczej.html), oni już, nie że (nie że) znają "inną" odpowiedź, oni  budują "inno"wacyjne systemy społecznościowo-profilowe. Bo nie chodzi o bierne poszukiwanie, tylko o poszukiwanie czynne, zwane również - próbowaniem.   
              Po facebooku, który pierwotnie miał być tylko siecią kontaktów studenckich, czas na nowy eksperyment; miejsce, w którym ludzie piszą, czytają, recenzują, rekomendują. Nie blogi, pamiętniki, ale literaturę - tworzą fikcję. Czyli pisze się nie do szuflady - zasuvky, a do "taga". Będzie sukces?
                 Dopiero od kilku dni działa ten wynalazek-Figment (http://figment.com/),  dlatego nie jest jeszcze dobrze zagospodarowany, póki co, istnieją w nim takie tagi jak: death, short story, live, poems, fantasy, depression (?!), romance itp. Czyli obok rodzajów literackich-form, są też ukonstytuowane nowe twory pisane, typu - family, które również są rodzajami, tyle że życia. Można swoje elektroniczne masterpiece albo stematyzować, albo sformizować. Należy więc coś skrobnąć, podpiąć się i czekać na reakcję. Jeśli tekst zerwie gacie kilku/nastu tysiącom internautów-figmentowców, pewnie przyjdą Pan Wydawca z headhunterem, Wydadzą na pastwę społeczeństwa twór i Mlaskając głośno połkną rynek. W gazetach będzie głośno, że portal, to porta do nowego obrotu dziełem. Że inaczej trzeba postępować z makulaturą wyobraźni - zrobić zip, posłać w świat, a gdy recepcja wirtualna przerodzi się w sławę, można przyklasnąć, druknąć  i ot, cała historia.  
               Epoka Ani z Zielonego Wzgórza, tfu, głupiej pieguski, co to łaziła po wydawcach z naręczem kartek, jest już w la(mus)sie.  Czekać aż za niedługo powstanie polski odpowiednik o nazwie: SYLWY, to będzie dopiero las rzeczy. Ciekawe, czy amerykańcom się i tym razem powiedzie? My poczekamy - jak się uda, to sobie zrobimy swoją wersję, bez ryzyka. A jak się nie uda, to się będziemy śmiać, że Ania, to może i pieguska, ale jednak swój rozum ma; co wizyta osobista, to nie wirtualna (analogiczna sytuacja z upłynnianiem swojego CV...dżizas) Problem w tym, że jak zauważył guru literatury najnowszej, prof. Śliwiński (ukłon), w Stanach, w małej miejscowości, na spotkanie z podrzędnym pisarzyną, który nie dość, że wydał tyko dwie książki, w małym nakładzie, to jeszcze były to książki historyczne, przyszło mnóstwo osób - pełna sala.Komplet. Niesamowite. Polska innymi rzeczami żyje. ole!!! Ile to człowiek się dowie, gdy nie pójdzie na Gawarecką... :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz