czwartek, 10 grudnia 2009

"Niech nasz reksio pogryzie tego ich krecika"

Zaczęłam się przesycać Czechami. Uwielbiam ich język, animacje, małe bożonarodzeniowe ciasteczka, to, że spiesząc się do pracy zwoooolnią i pozwolą pieszemu przejść - nie przebiec. Uwielbiam ich w škodach, w hospodach, w książkach, w ich filmach. W luźnej masie. Uwielbiam ogólnie. Cože? Podobno pojęcia ogólne nie istnieją, muszą mieć swoje konkretyzacje. Zacznijmy więc lepić. Czech nie istnieje. Istnieje Pan Láska, Pan Sýrovy, Pani Čechová. Tak, stoją w kolejkach, siedzą w poczekalniach. Nie lubię ich; nie lubię, kiedy boją się o swoje niezapłacone produkty na taśmie w tesco, kiedy karmią swoje psy w gospodach i czochrają te piękne psie mordy, a sierść się unosi i leci na knedliki, upada na ich kraciaste spodnie, wplata się w długie, męskie włosy, które jak jesiotr są drugiej świeżości. Kiedy swoje dzieci, wciąż pytające pięknymi, deminutywnymi, czeskimi językami, ignorują. Nie przemawia do mnie ich liberalizm i to, że uważają polskie dziewczyny za damy, bo nie damy. Kto tworzy ich kulturę? Dlaczego można powiedzieć o Czechach "duchowa ojczyzna"? Piękna dusza w brzuchu piwnym się mieści? A może tęsknimy za "slow motions", za "v pohodě"? Za czym tęsknimy? Czego nigdy nie dostaniemy? Ano, w Polsce, w drodze z pracy, na spacerze, nie podrumienimy się grzańcem sprzedawanym na ulicy. Wielka szkoda. Właśnie wróciłam ze spotkania ze Słowakami - to jest dopiero naród! Chylę czoła, nastawiam uszu, rozszerzam źrenice - Radość skondensowana w każdej słowackiej jednostce. Tak po prostu. A ta Radość, leży koło pomidorów, zaraz za zachwytami (z dedykacją dla Asi;)) -można po nią łatwo sięgnąć. Muszę skończyć wpis, bo teraz ręce są mi potrzebne do czerpania garściami:)

1 komentarz:

  1. Też uwielbiam z nimi przebywać.Najlepsze, że wtedy się nie czuję Polką, Agnieszką, Mosurem, po prostu się czuję dobrze. I pozytywnie tak, a może nawet trochę jak ktoś z ich paczki,rodziny,krajiny,sąsiedztwa...

    OdpowiedzUsuń