Kruczoczarna burza włosów, rozświetlona białą błyskawicą na grzywie. Znak rozpoznawczy "jednego z większych umysłów literackich XX wieku". Susan Sontag. Pewien esej, pochodzący z książki O fotografii, ku mojemu zdziwieniu, w swojej soczystości opisu jest, Panie i Panowie, sen(k)sualny. Niepostrzeżenie trąca zmysły. Czy naczynia krwionośne mogą się rozszerzyć, gdy będziemy czytali o sfotografowanych w 1929 roku paprykach? Owszem. I nie będzie to żadna aberracja, tylko zdrowa reakcja. Niezwykła zdolność literackiej ręki tej Pani poszerza optykę zarówno fotografów, jak i istot obrazo-czułych - zaczyna się widzieć więcej, spoglądać głębiej. Het hen. Dzięki tak uzbrojonemu oku można rozsmakować się w obrazie; a oto fragment; "(...)zarówno akty jak i papryki fotografujemy dla gry form - ale ciało ukazane jest w charakterystycznym zgięciu, z podwiniętymi kończynami, ze skórą tak odkształconą, jak na to pozwalają ostrość i światło, co zmniejsza zmysłowość ciała i podkreśla abstrakcyjność jego formy. Papryki oglądamy u Westona co prawda z bliska, ale w całości, ze skórą lśniącą albo naoliwioną, przez co odkrywamy erotyczną sugestywność pozornie neutralnej formy, mamy wrażenie, że wzrokowa namacalność przedmiotu wzrosła." Nie jest to książka tylko o wrażeniach, zawarta jest w niej duża wiedza techniczno-historyczna, która czyni księżkę konkretną i hmm...ciekawą. Zanim zobaczyłam rzeczywiste zdjęcia papryk, wyobraziłam je sobie. Hm. Nie wiem więc, czy dobrze robię zamieszczając je tu. Najwyżej, niech stracą:)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz